RZESZOWSKIE STUDIUM PRESTRZENNE NA KOLIZYJNYM KURSIE

RZESZOWSKIE STUDIUM PRESTRZENNE NA KOLIZYJNYM KURSIE

Krzyk, wyzwiska, wzajemne przekonywanie o słuszności własnych argumentów, i w końcu karczemna awantura o respektowanie z jednej strony świętego prawo własności, z drugiej zaś o wystarczającą powierzchnie terenów zielonych w mieście. Tego świadkami byliśmy wszyscy w miniony poniedziałek, w trakcie publicznej dyskusji nad projektem nowoopracowanego Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego dla Rzeszowa (SUiKZP).

Dyskusja choć publiczna jedynie z nazwy, nie może być za taką traktowana w majestacie prawa. Nowe miejsce dyskusji, zorganizowane na prędce przez zaskoczone taka liczbą dyskutantów władze miasta, stanęło w sprzeczności z treścią prezydenckiego obwieszczenia informującego już od kilku dni o  szczegółach tego spotkania, a to wystarczający powód do tego aby dyskusje powtórzyć.  Czy do tego czasu uda się władzom miasta zaproponować jakieś rozwiązanie tej kryzysowej sytuacji, które satysfakcjonowałoby obydwie strony tego konfliktu?

Biorąc pod uwagę genezę tego problemu, może to okazać się wcale nie takie proste do osiągnięcia. Trudno bowiem nie ulec wrażeniu, że to z czym mamy do czynienia obecnie to spuścizna po rządach byłego Prezydenta i sprzyjających mu Radnych. Prawie dwie dekady bez elementarnej choćby dbałości o miejską przestrzeń, z nie tylko wadliwym prawnie Studium Przestrzennym, ale i zupełnym brakiem szacunku do jego zapisów oraz przyzwyczajenie lokalnej społeczności, że można budować wszystko i wszędzie to niestety prawdziwy a nie wykreowany medialnie obraz tego z czym dziś przychodzi się mierzyć wszystkim tym, którzy chcą budować na podkarpaciu nowoczesną, europejską metropolie. Zwerbalizowaniem tego obrazu były słowa prof. Piotra Lorensa, urbanisty z Politechniki Gdańskiej, nadzorującego prace nad nowym studium, który Rzeszów podsumował słowami, iż „Rzadko spotyka się tak niezaplanowane miasto”. Jeśli do tego wszystkiego dołożymy jeszcze „spontaniczny” rozrost administracyjny stolicy podkarpacia, który w warunkach lekceważenia porządku przestrzennego sprzyja „rozlewaniu” się miasta na tereny kompletnie do tego nieprzygotowane, podnosząc tym samym koszty jego utrzymania, to w sytuacji rosnących rok w rok cen nieruchomości, traktowanych jako życiowa lokata kapitału, otrzymujemy główny powód tego poważnego stanu rzeczy.

Sam dokument studyjny, przygotowany do roku 2045, również nie jest idealny. Z niezrozumiałych powodów punktem wyjścia do jego opracowania była nie nowa Strategie Rozwoju Rzeszowa, jak wskazywałaby logika, lecz ta obowiązująca jeszcze tylko przez 2 i pół roku, której dodatkowo stopień realizacji jest daleki od idealnego.

Niestety smucić może również, trudny do wytłumaczenia, brak zaangażowania w prace nad nowym Studium, ze strony nieobecnego w trakcie dyskusji Architekta Miasta. Wydaje się, że dla osoby, która powołana została na to stanowisko właśnie po to aby pełnić rolę właściciela obszaru zarządzania przestrzenią miasta i który ma stać na straży prawidłowego rozwoju przestrzennego Rzeszowa, nie ma istotniejszego dokumentu niż ten który taki rozwój ma ukierunkowywać.

I wreszcie wina samych władz miasta, również nie powinna zostać niezauważona. Od sposobu uchwalenia tak prestiżowego i istotnego dla całego miasta dokumentu ma się bowiem prawo wymagać czegoś więcej niż jedynie sucho ustawowe podejście, szczególnie jeśli mówimy o Prezydencie, który tyle razy w swoich wystąpieniach używa przymiotnika „ludzki”. Zabrakło zatem wcześniejszego zaznajomienia mieszkańców z tym co jest planowane, najlepiej w formie konsultacji w mniejszych grupach i na poziomie osiedlowym. Rola władz miasta jest minimalizować konflikty a nie je tworzyć nawet jeśli tym działaniom towarzysza szczytne intencje. Stając bowiem obok mieszkańców, bez wczucia się w ich nastroje i bez umiejętności nieszablonowego łagodzenia sporów może się okazać, że pilne decyzje przestrzenne których podjęcia bez wątpienia wymaga Rzeszów staną się w obecnej sytuacji mało realne.

Michał Wróbel

Podziel się z innymi:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *