JAKA PIĘKNA KATASTROFA CZYLI KRÓTKA HISTORIA RZESZOWSKIEJ KONSTYTUCJI PRZESTRZENNEJ

JAKA PIĘKNA KATASTROFA CZYLI KRÓTKA HISTORIA RZESZOWSKIEJ KONSTYTUCJI PRZESTRZENNEJ

CO BY TU JESZCZE SPIEPRZYĆ PANOWIE? CO BY TU JESZCZE?

Skruszon szalenie o przebaczenie pokornie proszę,
że troszkę pieprzny będzie felieton, który wygłoszę 😉
parafraza W. Młynarskiego

Konstytucja przestrzenna, bo takie sformułowanie ukuł w kampanii wyborczej Prezydent Konrad Fijołek dla Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego, to jeden z najważniejszych dokumentów strategicznych miasta. Ze względu na olbrzymi chaos przestrzenny powodujący de facto nieaktualność obecnie obowiązującego studium, uchwalenie takiego dokumentu w Rzeszowie jest bardzo potrzebne. Jego zadaniem jest uporządkowanie rozwoju, a w konsekwencji, świadome i celowe zarządzanie przestrzenią miasta. Do opracowania studium w Rzeszowie przystąpiono na mocy uchwały Rady Miasta z dnia 26 maja 2020. Prace rozpoczęły się od 01 lipca 2020 r., kiedy to uruchomiono zbieranie wniosków do studium. Od tego czasu minęło 2 lata, po których mamy bigos, pasztet, a w najlepszym przypadku sos słodko-kwaśny. W ostatnim czasie media, nie tylko lokalne, obiegły dantejskie sceny z pierwszego spotkania konsultacyjnego poświęconego projektowi studium. Przyszło na nie setki zdenerwowanych osób, które zostały zaskoczone zapisami studium i negatywnym wpływem tego dokumentu na możliwość korzystania przez nich z działek będących ich własnością. Potem nastąpiła cała masa komentarzy a to na pewno jeszcze nie koniec emocji. Chyba jednak nie to jest największym problemem. Gniew mieszkańców wbrew pozorom uda się najprawdopodobniej ograniczyć, korygując przyjęte założenia studium. Jest to możliwe i wbrew pozorom nie takie trudne. Moim zdaniem o wiele większym problemem jest bijąca po oczach degradacja wszystkich elementów systemowego zarządzania przestrzenią (w wymiarze produktowym, proceduralnym i organizacyjnym). Sytuację tę dobrze obrazuje cytat z piosenki Wojciecha Młynarskiego – Co by tu jeszcze?:

„bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę:
Co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie? Co by tu jeszcze?”

Na czym zatem polega degradacja systemu zarządzania przestrzenią? Odnosząc się do wymiaru produktowego chciałbym zwrócić uwagę po pierwsze na fakt, że po prezentacji projektu studium będzie się ono kojarzone w społeczeństwie nie jako dokument wygaszający napięcia społeczne wokół zagospodarowania przestrzennego ale wręcz przeciwnie – jako źródło nowych, potężnych napięć. Co więcej, w debacie o studium a raczej wogóle w debacie społecznej kompletnie zniknęła (nigdy nie zaistniała?) strategia rozwoju miasta. W marginalizacji strategii władze Rzeszowa osiągnęły zresztą swoiste mistrzostwo. W studium bezrefleksyjnie zatem odwołano się do dokumentu istniejącej strategii, która: 1) nie była realizowana, 2) jest nieaktualna, 3) kończy się w 2025 r. Jest to fundamentalny błąd metodyczny, który odwraca logikę planowania rozwoju. Najpierw bowiem ustala się cele strategiczne miasta a następnie kształtuje się przestrzeń, zgodnie przyjętymi priorytetami. Czytając załącznik tekstowy do projektu studium ma się nieodparte wrażenie, że nie jest to dokument planistyczny ale raczej inwentaryzacja+. Jeśli ktoś ma trudności w zrozumieniu intencji autorów, np. co do niektórych decyzji w zakresie płaszcza wysokościowego lub koncepcji rozwoju obiektów publicznych, to jest to pokłosie braku fundamentów strategicznych. Oczywiście podobne odczucia odnoszą się także do innych wymiarów, w tym tak istotnego dla rozwoju miasta systemu transportu.

W wymiarze proceduralnym rzuca się w oczy brak komunikacji. Obywatele, tradycyjną metodą rzeszowską, ćwiczoną wielokrotnie przy inwestycjach deweloperskich, są znienacka zaskakiwani tak drastycznymi propozycjami. Za całą eskalację konfliktu odpowiadają niestety urzędnicy, właśnie dlatego że nie zapewnili skutecznego, wyprzedzającego eskalację procesu komunikacji. Niestety, konsultacje studium, którymi tak chwali się Biuro Rozwoju Miasta prowadzone były w sposób, który nie prezentował zainteresowanym założeń przygotowywanego projektu. Mam wręcz obawy, że z powodu niewłaściwie prowadzonych konsultacji, mieszkańcy mogą podważyć całą procedurę przygotowania studium.

Trzeci wymiar degradacji odnosi się do wymiaru struktury instytucjonalno-organizacyjnej Miasta. Niestety kontrowersje wokół studium uwydatniły to co widać było, choć nie tak wyraźnie już wcześniej. Chodzi mi mianowicie o całkowite stłamszenie roli Architekta Miasta. Jak wygląda perspektywa społeczna tego problemu uzmysłowił mi komentarz, który usłyszałem ostatnio od znajomego: „Architekt Miasta Rzeszowa jest jak yeti – podobno istnieje, ale nikt nie widział”. Jest to oczywiście opinia przesadzona, ale trzeba przyznać, że nieobecność Architekta Miasta przy rozwiązywaniu kluczowych problemów (np. zagospodarowanie Podwisłocza czy właśnie studium) jest symboliczna. Nie trudno mieć zatem wrażenie, że  mając do dyspozycji jednego z lepszych w kraju fachowców Rzeszów nie wykorzystuje jego wiedzy. Główną tego przyczyną jest niewłaściwe w kontekście wyzwań naszego miasta umiejscowienie roli Architekta Miasta w strukturze instytucjonalno-organizacyjnej. W konsekwencji, zamiast stopniowo wygaszać pożary, władze Rzeszowa konsekwentnie wzniecają kolejne.

Sytuację z którą obecnie mamy do czynienia w Rzeszowie w zakresie polityki przestrzennej trafnie określa tytuł kolejnej piosenki, tym razem zespołu Strachy na lachy – Jaka piękna katastrofa. Punktem wyjścia do jej rozwiązania jest nie tylko świadomość na czym polega, ale także jakie są jej przyczyny oraz w jaki sposób można ją rozwiązać.

W mojej ocenie przyczyn porażki jest sporo. Tutaj, aby nie zanudzić, chciałbym zaprezentować tylko niektóre z nich, odnoszące się bezpośrednio do prezentowanych wyżej wymiarów „pięknej katastrofy”. Moim zdaniem zatem możemy mówić o następujących przyczynach:

  1. Rozdwojenie jaźni. Rzeszowski Ratusz i powiązane z nim środowiska władzy przez dwie dekady używali „świętego prawa własności” do przepychania kolanem patologii deweloperskiej. Nie miało znaczenia ani negatywne oddziaływanie na środowisko ani destrukcja przestrzeni ani pogarszanie jakości życia mieszkańców. I nagle to samo środowisko przekonuje tysiące ludzi, że święte prawo własności… już nie jest święte. Wręcz przeciwnie! Z całą stanowczością podkreśla konieczność podporządkowania się zwykłych osób i zaakceptowania przez nich realnych i zapewne wysokich strat. I nie chodzi tutaj o to kto ma do czego prawo, tylko o to że względnie zdrowy psychicznie obywatel może czuć się nieco zagubiony w tych półobrotach światopoglądowych rzeszowskiego środowiska władzy.
  2. Hipokryzja. Wspomnę tutaj tylko trzy kwestie, choć „pióro świerzbi niemiłosiernie”. Pierwszy tematk, choć historyczny ma duże znaczenie dziś. Obecna elita władzy, w niedawnej przecież wersji 1.0, ślepo i nie bez korzyści dla siebie, podporządkowując się ideologii miasta 50 odcieni betonu, nie kiwnęła palcem aby zrównoważyć rozwój. Drugi przykład, aktualny, to utrata ostatnich zielonych terenów między ulicą Podwisłocze, a Wisłokiem. Co prawda pomachano „zielonym” miejscowym planem zagospodarowania dla tego miejsca. Jednak Prezydent Konrad Fijołek jak szybko zaczął tak szybko się wycofał na z góry upatrzone pozycje. W konsekwencji, parafrazując Stanisława Wyspiańskiego – z „zielonego” planu miejscowego, ostał się nam jeno szum (medialny). Trzeci przykład hipokryzji obiegł niedawno media. Dotyczy on sprzedaży terenów zielonych przy ul. Bałtyckiej, ogłoszona w tym samym czasie, co prezentacja studium. Sprzedaż działki – niby „rzecz normalna”, a jednak Miasto pozbywa się terenów zielonych, spodziewając się z tego tytułu uzyskania korzyści finansowych. No właśnie. Tutaj można sparafrazować Mahatma Ghandiego – chcesz innych skłonić do wyrzeczeń na rzecz zieleni w mieście, zacznij od siebie.
  3. Ignorancja zarządcza. Skuteczne budowanie polityki przestrzennej w Rzeszowie jest sporym wyzwaniem zarządczym. Wymaga dobrej organizacji pracy, skutecznej komunikacji oraz czytelnego ustalania priorytetów. Sprawne zarządzanie wymaga także określenia „właściciela procesu”. Taką właśnie rolę miał w Rzeszowie odegrać Architekt Miasta. Dokładnie rok temu zespół powołany w celu opracowania założeń instytucjonalno-organizacyjnych dla tej roli zaprezentował wyniki pracy. Architekt Miasta według tych założeń miał zyskać uprawnienia do zarządzania polityką przestrzenną, co przekładało się na jego umiejscowienie w strukturze instytucjonalno-organizacyjnej Miasta. W szczególności miał sprawować nadzór nad pracą Wydziału Architektury oraz Biura Rozwoju Miasta. Miał także współpracować z innymi komórkami Urzędu Miasta, jak i jednostkami organizacyjnymi zaangażowanymi w realizację zadań z zakresu polityki przestrzennej. Niestety Prezydent Konrad Fijołek nie skorzystał z proponowanych rozwiązań, osłabiając znacząco rolę Architekta Miasta i pozbawiając go większości narzędzi realnego wpływu na sytuację. Przy zastosowanym ulokowaniu w strukturze Architekt Miasta swoją rolę mógłby skutecznie realizować tylko w sytuacji wysoko rozwiniętej kultury współpracy i komunikacji. Takiej jednak Miasto ukształtowane w czasach ferensizmu jeszcze nie zdołało wypracować. W konsekwencji obserwujemy manifestację wewnętrznych napięć czego przykładem jest zarówno niedawny wywiad Architekta Miasta w Gazecie Wyborczej, jak i symboliczna nieobecność podczas prezentacji projektu studium.

W jaki sposób można zatem rozwiązać obecną sytuację? Jest możliwych kilka scenariuszy. Poniżej postaram się zaprezentować dwa z nich:

  1. Scenariusz I. Pomaluj mój świat brązem, nie na zielono. Polegał on będzie na częściowych ustępstwach względem protestujących mieszkańców przedmieść. Uzyskają oni możliwość wykorzystania terenów pod budowę domków jednorodzinnych. W ten sposób zmniejszy się napięcia. Co prawda nie będzie oszałamiającego sukcesu, ale służby propagandowe przygotują odpowiednią narrację. Scenariusz ten wymagał będzie wprowadzenia poprawek i uspokojenia konfliktów społecznych. Niestety może się przedłużyć procedowanie studium (trudno powiedzieć obecnie o ile), a co zatem idzie zwiąże on zasoby Biura Rozwoju Miasta. Tymczasem w Rzeszowie nie tworzy się miejscowych planów zagospodarowania. Ten scenariusz w chwili obecnej jest najbardziej prawdopodobny z kilku powodów. Po pierwsze, Konrad Fijołek jako Prezydent nigdy do tej pory nie „wygrał” sytuacji konfliktowych. Tak było z wyłączeniem części Jagiellońskiej z ruchu. Tak jest w przypadku „zielonego” planu miejscowego przy Podwisłoczu. Jest to więc chyba pewien rys stylu zarządzania, który tylko częściowo można wytłumaczyć krótką kadencją.
  2. Scenariusz II. Od nowa. Ten scenariusz w skrócie polega na powrocie do odbudowania tak potrzebnego w Rzeszowie, systemowego zarządzania polityką przestrzenną. Obejmuje on kilka kroków:
    – Krok I. Wstrzymanie prac nad obecnym studium.
    – Krok II. Wycofanie z pierwszej linii komunikacji ze społeczeństwem osób odpowiedzialnych za dotychczasową sytuację, w szczególności brak komunikacji.
    – Krok III. Powrót do pierwotnych założeń roli Architekta Miasta (w tym w szczególności przywrócenie jego nadzoru nad Biurem Rozwoju Miasta)
    – Krok IV. Pilne uruchomienie prac nad kluczowymi miejscowymi planami zagospodarowania (w tym outosourcing tych zadań), tam gdzie jest to obecnie możliwe.
    – Krok V. Pilne uruchomienie prac nad nową strategią rozwoju Miasta przy równoległym (choć z pewnym opóźnieniem koniecznym do przygotowania koncepcji strategicznej rozwoju) uruchomieniu prac nad nową wersją studium.

Wariant ten z całą pewnością pozwoliłby na uporządkowanie systemu zarządzania przestrzenią oraz zmniejszenie napięć społecznych. Ponadto umożliwiłby poprawienie studium w taki sposób aby jego zapisy były podporządkowane strategii. Kolejny efekt to bardzo szybkie uruchomienie prac nad kluczowymi miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego. Prawdopodobieństwo tego scenariusza oceniam jako niewielkie. Wymaga on odwagi, nawet nie tyle przyznania się do błędów, co po prostu do zmiany sposobu działania. Oczywiście odsuwa prawdopodobnie możliwość „odtrąbienia” sukcesu na koniec obecnej kadencji.

Wytwarzając bardzo niedoskonałe studium Biuro Rozwoju Miasta wstrzymało prace nad miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego. Po dwóch latach nie mamy ani studium nadającego się do uchwalenia ani nowych obszarów objętych miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego. Chcę wierzyć że nie jest to działanie celowe bo dalsze meblowanie miasta WZ-kami jest trudne do zaakceptowania. Wyjść z obecnej, trudnej sytuacji jest wiele. Spośród prezentowanych powyżej, w mojej opinii realizacja scenariusza II jest długofalowo zdecydowanie bardziej korzystna.. Czy starczy odwagi aby ją wdrożyć w życie? Tego nie wiem. Wiem jednak, że chciałbym po raz kolejny zadedykować sprawcom całego zamieszania kolejny cytat z Wojciecha Młynarskiego:

Jak długo można pieprzyć, Panowie? No jak długo jeszcze?!

Jacek Strojny

Podziel się z innymi:

Komentarze do “JAKA PIĘKNA KATASTROFA CZYLI KRÓTKA HISTORIA RZESZOWSKIEJ KONSTYTUCJI PRZESTRZENNEJ

  1. wybory już niedługo! w końcu czas na decyzję… i …
    „Trzeba okna otworzyć, Żeby klimat był zdrowy. Trzeba chyba wreszcie przewietrzyć Gabinet figur woskowych.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *