Czy leci z nami pilot?

Czy leci z nami pilot?

Za nami niemal rok tzw. zdalnego nauczania. Po licznych wpadkach wydawać by się mogło, że wszystko jest w porządku. Nie jest. Po kilkunastu miesiącach realizacji zajęć w tej formie, nikt do tej pory ich nie skontrolował (myślę o kontroli jakościowej). Nie wiemy jakie są efekty i wreszcie, co wynika z tzw. nadzoru pedagogicznego (ustawowy obowiązek kuratoriów i dyrektorów szkół). Wszyscy intuicyjnie i raczej stadnie podejmują decyzje, które szybko weryfikują samorządy (nie wszystkie rzecz jasna, ale przykładów dobrych praktyk jest jak na lekarstwo), bo przecież zdalne nauczanie stało się doskonałą okazją do zrobienia oszczędności (nie ma w tym nic złego). Poszczególne gospodarstwa domowe partycypują znacznie w kosztach edukacji (woda, gaz,energia elektryczna, środki czystości, artykuły biurowe, pomoce dydaktyczne).

Nikt z MEN-u nie skupia się na pomocy psychologiczno-pedagogicznej, na indywidualizacji form, metod i treści, na higienie umysłowej ucznia, rodziców i nauczycieli, na bezpośredniej pomocy. Bezduszny kontakt internetowy pasie wciąż statystki, które ze zgodnością dobowej aktywności poszczególnych urzędników absorbują każda wolną chwilę dyrektorów szkół i administrację. Większość z nich opatrzona jest klauzulą „Pilne”. Chwilowa dezorientacja i nie uzupełnienie na czas tabeli (porcja często absurdalnych informacji) skutkuje umieszczeniem w publikowanym na stronie WWW spisie, a to z kolei jest „piętno” na długie tygodnie. Co więc robi się w szkole na dzień dobry? Statystyki!

Jak realizowane są zajęcia? O to należy pytać rodziców dzieci młodszych i bezpośrednio starszych uczniów. Oni już mają doskonale wyrobione zdanie o swoich nauczycielach. To przede wszystkim oni są nośnikami obiektywnych (!) ocen w tym zakresie. Dyrektorzy szkół w czasie pandemii utracili warunki do pełnienia swojej podstawowej roli tj. organizowania, kierowania, zarządzania, oceniania i nadzoru. Tak naprawdę „ogon macha psem”.

Podsumowanie poprzedniego roku szkolnego, przed wakacyjną przerwą było przecież doskonałą okazją do zorganizowania debaty i zapobieżenia ewentualnym problemom w nadchodzącym roku szkolnym. Nic takiego się nie stało. Żywioł w samorządach (podkreślam – nie wszystkich) dalej szaleje, a radosna twórczość ma się dobrze. Czy nie można było „zagospodarować” nauczycieli przedmiotów nie nadających się do zdalnego nauczania (nauczycieli w-fu, plastyki, muzyki) i zaangażować ich np. do organizowania bezpośredniej pomocy uczniom ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi? Czy nie możny było zorganizować zajęć minimalizujących skutki izolacji społecznej? Czy nie należało zorganizować pomocy dla rodziców (psycholog, psychiatra, neurolog)? Czy nie należało zorganizować systemowej (!) pomocy dla nauczycieli w zakresie metodyki zdalnego nauczania?

Jest już za późno. Teraz należy zastanowić się, jak poukładać szkołę po pandemii? Przyszłość rysuje się wręcz apokaliptycznie. Powrót do budynku, nie oznacza jeszcze funkcjonowania szkoły. Długie miesiące izolacji, to spustoszenie w psychice wszystkich członków organizacji i naturalne rozprężenie. Od czego zatem należałoby zacząć?

Od początku, czyli:

  • przeprowadzenia ewaluacji problemowej,
  • wyznaczenia nowej misji szkół,
  • opracowania nowego Programu Wychowawczo-Profilaktycznego z uwzględnieniem zajęć ze specjalistami,
  • wdrożenia zajęć skupiających się na integracji zespołów klasowych
  • zakazie (czasowym) realizacji zajęć z użyciem środków multimedialnych (z wyłączeniem lekcji informatyki, to oczywiste),
  • realizacji zajęć ruchowych / sportowych / rekreacyjnych w każdym dniu nauki (przynajmniej na początku),
  • organizacji pomocy psychologicznej dla uczniów i rodziców, poprzedzonej diagnozą.

To na początek. Reszta po solidnej ewaluacji…

Ostatnie artykuły autora: Urszula Stępień (zobacz wszystkie)

Podziel się z innymi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *